Ta bajeczka opowiada,
że historię znać wypada,
bowiem zawsze warto wiedzieć,
gdzie nam przyszło się zasiedzieć.
Temu bajka w sobie mieści
o Radomsku opowieści.
Już w trzynastym ponoć wieku
napisano o człowieku,
który był takiego zdania,
że już czas na akt nadania.
Kto to taki? – zapytacie
i odpowiedź wnet poznacie.
Był to pewien władca świecki,
książę Konrad Mazowiecki.
A dzięki księciu innemu,
czyli Leszkowi Czarnemu,
akt lokacyjny nadano
i prawa miejskie przyznano.
Tu zjazd szlachty zdecydował,
że nie król będzie panował.
Luksemburczyk dostal figę,
bo na tron chciano Jadwigę,
która w Polsce panowała,
później świętą zaś została.
Bywali tu też królowie,
potężni Jagiellonowie.
Pięknym miastem zachwycona
była też królowa Bona.
Znany król Stefan Batory
dał Radomsku prezent spory.
By się handel wywindował,
prawo składu mu darował.
Szybko, jak drożdżowe ciasto,
rosło w oczach piękne miasto,
lecz po latach tak się stało,
Że nieszczęście gród spotkało.
Lisowczycy tu przybyli
i pożary rozniecili.
Nie dość, że miasto spalono,
to mieszkańców ograbiono.
Na tyfus też chorowano,
a leku wtedy nie znano.
Potem zabory nastały,
lecz Polski tu nie złamały.
Nawet dwie wojny światowe
nie dały rady, bo nowe
wciąż tu ulice powstają
i dzieci się uśmiechają.
Miasto tak stoi, jak stało,
chociaż takie wiele się działo!
Gotuję się zalewajkę
i opowiada się bajkę.
Zaś morał bajki jest taki:
Choć trudne historii szlaki,
to warto nimi wędrować,
by dla potomnych zachować,
choćby w bajce zapisane
to, co znane i nieznane